Pikers
Nigdy nie mów mi o szczęściu
[Zwrotka: Pikers]
Ja po ciemku tu podbijam, ona nie zauważyła
Mówi, że nie polubiła bo nie gramy tu jak Chyra
My nie znamy tego szczyla, ale możemy pogadać
Głowa trochę się zmieniła, interesy to zabawa
Widzę mord tych grymas, wiem, chcą być przy nas
Gdy jest co zwijać i jest co kirać
Ona spija mego skyra, idzie w lewo jak Kopyra
Mówię, żeby zaskoczyła, nigdy tego nie zrobiła
Ja w łeb jej wbijam, ej, blichtr też jak Diaz
Mój blok mi sprzyja, ej, oni chcą mą przyjaźń
Mój cash, go zwijam, ty skończ się spinać
On skończy w szczynach, kush jest, odpływam
Ciebie nigdy bym nie wydał, spierz brud z mych firan
Tego nie widziałeś nigdy, to jest, kurwy, filar
I to płynie w moich żyłach, ona tyje, bo to spiła
Dla mnie nic nie znaczysz, ale życia nie umilasz
Nie wiem po co ta agresja, skoro stoją wydygani
Twój kolega wygadany jak Muhammad Ali, nie ma tu medali
Co wy z tymi wytwórniami, próbujecie stanąć sami
HNN zabiera wszystko, zupełnie jak Józek Stalin
Próbowałeś się postawić? postaw się na moim miejscu
Każdy singiel robię solo, a ty bierzesz ziomów pięciu
Brzmi to jak ścierwo, ładnie wygląda na zdjęciu
Ziomy tu zapierdalali, nigdy nie mów mi o szczęściu
Pięć gram na przejściu, twoją sukę robią w sześciu
W głowach moich tu koleżków, siedem głównych grzechów
Ona to nie ósmy cud świata, kiedy widzi nas, z nóg wata
Piki na głośnikach znów lata, gdy wypalasz się jak pół bata
Ona z twarzy w chuj szmata, ale mówi, że jest kumata
Spija browar w bluzie NASA, wali focha, musi wracać
Nie reaguję na takie słowa, prosi żebym znowu zarymował
A przy seksie nie wydaje dźwięków
Jakby chłopak się w kanapie schował
My tu chcemy PLN'y, a nie kraty jak Burberry
Lecimy na twojej dzielni, jak czarne helikoptery
Stary łeb coś ględzi, będzie robił to do śmierci
Ona pisze bo ją swędzi, chciała dzieci mi podwędzić
My tu chcemy PLN'y, a nie kraty jak Burberry
Lecimy na twojej dzielni, jak czarne helikoptery
Stary łeb coś ględzi, będzie robił to do śmierci
Ona pisze bo ją swędzi, chciała dzieci mi podwędzić