Pięć Dwa
Tadek Paliwoda
[Zwrotka 1]
Rodaków w gardłach codziennie tu mocna pali wóda
Poranki i noce, w kółko ta sama amplituda
Kłócą ze sobą się, tak że dostają prawie udar
Za przekonania kiedy jest bania, jeden drugiemu w ryj tu da
Po zakrapianej bibie u Ani wsiadają w auto
Chociaż na trzeźwo opowiadają, że to nie warto
Widzi to teść, widzi wuj, ale diabli pal to
Nie był napity bo jak wychodził z sali jak głupek robił salto
Nie ma co przesadzać bo dobry stan, bo jechał blisko
Nie ma co oceniać, przecież to tylko jeden wyskok
Piwko do piwka to małe piwko, przechodzi w błysk
Bez przesadyzmu, nie dramatyzuj, polej w pysk
Chluśniem, bo uśniem, to debil, w sumie nie lubię chuja
My tu mulimy, a z kieliszków nam paruje wóda
Ho Ho Ho, na Gwiazdkę, na Wielkanoc, alleluja
Jak święto to święto, do dna!
A on to niech się buja

[Zwrotka 2]
Tadek Paliwoda znał sie na samochodach
Kupić nowe to nie robota, więc rozmysłem wciąż kupował
Takie co można złomować, główka pracuje, co nie?
Tak je zawzięcie pucował, wyklepywał, remontował
I po kilku takich sprzedawał je jako jak nowa
I w ogłoszeniu pisał, że Niemiec pod kocem trzymał
I płakał jak sprzedawał, szlochał i za lawetą machał gdzieś
No proszę Cię, główka pracuje, co nie?
To też w końcu sam jechał takim trupem przez ten las
Strach mu w oczy patrzy, ale ma podwójny gaz
Wiedzieć, że sam siedzi na tykającej bombie
To nie to samo, co sprzedawać innym auto po remoncie
Nagle silnik zgasł, akumulator padł
Trumna na kółkach stanęła, nie ma nawet świateł lamp
Ani żywego ducha, złowrogo pulsuje zieleń
Nagle światłość błysła i ukazał mu się jeleń
[Zwrotka 3]
Jeleń jeleniowi wilkiem
Tylko zombie zombie zombie
Paliwoda sprzedał kombi jeleniowi
Teraz łypie okiem czy to ten sam gość
Chyba mu to wyszło bokiem
Ford Focus miał być git
Szrot to był teraz wstyd
Po twarzy jakby miała mu zaraz wybuchnąć żyłka
Spokojnie patrzy i z papierosa wypuścił dymka
No jaki to pech, żeby w lesie kurwa spotkać typka
Łypał i łypał, spode łba patrzy i kurwa przypał
Dobra, dobra, spokojnie jak na wojnie
Nie pierdolnę mu w ryja, póki on mi nie pierdolnie
Nagle bum, but na drzwi, but na klatę, but na pysk
Paliwoda za te wały dostał, aż zawiesił mu się dysk
(Arghhh) Zimny asfalt cerę mieli
Ciągnie go typek za nogi prosto w las bez ceregieli
Na nowiutkie auto przecież ustaloną cenę mieli
Tylko siadł akumulator, a on ciągnie mnie do kniei

[Zwrotka 4]
Wlecze w ciemność kniei, no a robi się jaśniej
Szarpie mnie i szczeka, albo jakoś dziwnie kaszle
Nos ma zimny i wilgotny, zbliża się, trąca w policzek
Mgła zasnuwa oczy, mózg i jego okolice
Zrozumiałem całkowicie, gdy polizał mnie po uchu
Tunia chce na spacer, moja psinka, mój cycusiu
Gdzie masz rogi? gdzie kopytka?
Piesek nie ma, wiem, chodź tutaj
Pancio Cię nakarmi, wyprowadzi i wytula
Co za numer, jeleń we śnie może wróżba to jest jakaś
To przestroga, przystopować, nie pić tyle, nie wariować
Może też handelek nieco bardziej naprostować
Nie za dużo, chociaż trochę, żonę kochać i szanować
A ona śpi spokojnie, cała ciepła i pachnąca
Przez sen mruczy "Rysiek" piękna i obiecująca
Ale chwila, chwila, co to za dziwny przypadek
Czemu żona jęczy "Rysiek" gdy ja mam na imię Tadek?