Zioło
Nocny
[Zwrotka 1: Zioło]
Nocny 256, ja po najbie
Była średnia, w pierwszy nocny o dwunastej wsiadam
Razem ze mną czterech gnojków w starych trampkach
Bluzach niby Nike'a i upierdolonych twarzach
Wiesz, to trzynastoletnia patologia
Już po mordach widzę po twarzach jak muszą wyglądać ich rodzice
Brak przykładu w domach, ale skądś muszą mieć go
Gdy tak myślę, jeden z małolatów wyjmuje telefon
Jak chuj, że swój, dłonią o podrapanych kostkach
Gra MP3 na czymś, na co nie byłoby go stać
Oczami wyobraźni widzę jak tworzą mu na dłoniach
Rany, kiedy z kolegami walczy o łup
A kawałki które puścił, każdy track z gatunku tych
Co raperzy, co je tworzą, walczą w klatkach
(Znasz to?) Pytasz, co to ma do rzeczy
Lepiej sprawdź odpowiedzialność Elda na Eternii

[Zwrotka 2: Kidd]
Środowy wypad w miasto okazał się owocny
Choć do teraz myślę po chuj ruchome schody w nocnym
Mówię: "dobry" do kierowcy i siadam tuż za nim
Obok mnie typ kierownik, garniak, krawat i słuchawki
W ręku iPhone, sprawdza czy dziś dał mu Jones
Bo jeśli nie to jutro pewniе z pracy zwolnią go
W sumie nie wie po co dom, skoro mają w biurzе
Łóżko, prysznic i wyścig kto wysiedzi najdłużej
Rano wbije się w Vistulę, jednym okiem sprawdzi Bloomberg
Drugim okiem sekretarkę szefa co ma niezłą dupę
Czasem ma chwilę słabości i żałuje, że przestał
Pchać nielegale w neta, może dziś by ktoś pamiętał
Teraz bardziej hossa bessa niż Heltah Skeltah
Bardziej Nikkei niż Nike'i i freestyle w przejściach
Siedzieliśmy obok siebie, niby nikt nikogo nie znał
Choć pamiętam przybijanie sobie piątek na koncertach
[Zwrotka 3: Laikike1]
Laikike1, Zioło (Laikike1, Zioło)
Raz, joł
Pierwszą wiatę na wolno zmiata dwóch zawodników
Nie wiem, kurwa, czy więcej tam bluzg czy czasowników
Nikt nie wytknie im nigdy braku czegokolwiek
Bo chujowe skillsy robią z nich katów na portfel
Druga wiata - futura w ka-kapturze rock
Ma flamistrz i plami, ej, chujami rozkład
I luz, jeśli to pod PIS-em podpis
Ale jeśli to jest wrzut, to ten piece ma toy style
Trzecia wiata - goście po goudzie bez zeta
Tańczą na głowie typa, który też nie miał
Robią freeze przy pałach, potem pisk po klamach
Idą błyszczeć jak Big L przy b-girls w bramach
Czwarta wiata - po walce z baggów rozporkiem
DJ Beton łączy płyty szczochem ze swoim konkordem
Napierdala skrecze, gdybym był nim, to bym nie stał
Pierdolony wannabe, ziom, uważaj, bo się zesrasz
Jadę w moich Fly London i w płaszczu z filcu
Jak masz problem to podejdź i mnie, kurwa, zliczuj
Mam problem z twoim spawem na sznekach moich mistrzów
I właśnie z tobą jadę na tym bicie Zioła

[Zwrotka 4: Cruz]
Pijany sen na ławce przerwały pijane
Freestyle bez rymów gości w bocznej wiacie
Myślę: "dobrze Maciek, czasem warto się powkurwiać
A w dodatku masz pewność, że nie zaśpisz na busa"
I wsiadam za typem, który walczy ze schodami
Jest tak późno w nocy, że mógłbym wracać rannym
Robię flashback myślami do ławki sprzed chwili
To dziwne jak zadziwić mogą własne rzygi
Gdybym wierzył w bóstwo, modliłbym się na pewno
Żeby tylko nie wybuchnąć na tych gniewnych przede mną
Słuchają czegoś, co budzi konsternację
Tak głośno, że słyszę to przez własną słuchawkę
Jeden się obraca, reszta prawie leży
Pewnie jeżdżą od dwunastej robiąc flaszki na pętli
Pyta o godzinę, bo nie widzi zegarka
Ty dopisz sobie sam jak duża jest szansa
Żebym rankiem obudził się z telefonem marki LG
W kieszeniach kurtki o odcieniu mocny błękit