Onar
Palimy Prawo
[Verse 1: Żółw]
Palą prawo, zejdz im na bok, jak się czujesz? słabo
Ty, nic nie gadaj, jak masz gadać kulawo
A jak chcesz podbić to z konkretną sprawą
Jedni sadzą, drudzy biorą, inni dzielą się władzą
A na końcu są ci co sobie nie radzą
Wbrew pozorom to właśnie nimi gardzą
Ty, chcesz tam być? Co? Bo ja nie bardzo
Całe gówno wypływa na wierzch, czujesz?
Powietrza nabierz, a wiesz czemu? Wiesz?
Trenuj, żeby nie zabrakło tlenu, dzisiaj bądź arrrrrrrr
Jutro zrozumiesz czemu ey
Tylko mi nie mów że ci wszystko jedno
Tu gdzie kurwa nie możesz nawet ciiii
Co to za życie powiedz, na pól gwizdka
Z żalu patrzeć aż serce ściska
Ile można stracić, a ile zyskać, a jak długo jеszcze o suchych pyskach? Mamy trzymać dystans od wystaw od tych spraw
Ma się błyskać, ma być whyskacz
Przyjrzyj się tym zawodnikom, oni podjęli to ryzyko
Bo nie ma nic za freeko
Ty też chcеsz mieć tłusto? Chcesz mieć syto?
To spójrz w lustro i zabij litość

[Verse 2: Onar]
Sprawdź to Onar WWA aha 3Y Ey
Pierdole prawo bo jestem nikim w jego świetle
Muszę płacić podatki, nie obchodzi ich czy zdechnę
Jestem kroplą w morzu, w tej machinie mały tryb
Dla nich jestem nic nie znaczącym ciągiem cyfr
Grupą krwi, wzrostem, kolorem oczu, wyznaniem
Miejscem zamieszkania i barwą głosu, gdy rodzina jest głodna, nikt ci nic nie da od tak
Proszę wychodzisz do roboty albo idziesz na robotę
Jedni mają w furach grille inni w oczach kraty
Zanim oni zjedzą mnie, ja zjem bogatych
TU jest wszystko na raty
Szama w dyskontach Europa 21 wiek tak to ma wyglądać?
Wolisz tu wpierdalać jabłka i suchary czy codziennie krewetki, mieć cysternę campari
Tu się bawisz jak lubisz lub bawisz jak umiesz ja pierdole, policje, prawo i prokuraturę
[Verse 3: DeJo]
Tak, witam, na lokalnych patentach brat 3Y, Kraków, Nowa Huta
Dejo to nasze święto, to ten "sense moment" błysk monet
Trans z milionem, który wiezie ten typ furgonem
Ten szalony rejs promem
Niekontrolowany place i dance imprez na kabone
Space przed domem ten bezkres ten bez stres ten ha~~?
Te odpicowane auta, te konta w bankach
Ta szajba po prochu, ta łajba
Ten szampan wart tyle co markowy kajdan and high life
Ten Hasz ta, ta "masta", ta gwiazda
Szycha co z miasta do miasta lata na parę spaw tak
Te wyspy ten Big Street, te pizdki
Najdroższe dziwki, te pieski, te pyski
Co jedzą z miski w którą rzucasz im zyski za śliski
Współudział w tym wszystkim
Za te napiwki, te wyszukane dania
Ubrania nie do podjebania z całą biżuterią
Za te współdziałania w porwaniach na serio
Za te pociski do grania pełną serią
Co przemycam dwustu karatowy klejnot, berło i koronę z perłą
Twój exclusive, superior
Czy masz tyle sił żeby wejść w to?
Na tą ścieżkę wojenną gdzie żywot jest loterią
Czy masz tyle zimnej krwi, tą pewność by odcisnąć to piętno?
Popaść w bezsenność