Zeus (POL)
Brzeg
[Refren: Justyna Kuśmierczyk]
Dla mnie norma wygląda jak śmierć
W czarnych wodach znów chowam się przed
Stałym lądem więc zostaw tę sieć
Nie wyciągaj mnie na brzeg
Dla mnie sztormy to powszedni chleb
Zaszczepiony mam w sobie ten grzech
Wbity w szpony kontroli jak cierń
Nie wyciągaj mnie

[Zwrotka 1: Zeus]
Czasami chodzę po centrum i patrzę na ludzi, mijają się ze mną
Jak godzinowe wskazówki sekundnik w ich Rado i Seiko
Ja stoję jak Casio z komunii, z rozładowaną baterią
I czuję się głupi, bo wszystkie te mrówki nie zapomniały gdzie biegną
W miejscu tych marzeń co więdną, rosną nadzieje i plany
Życie znów sprawdza obecność, ja mam wiecznie wagary
Idąc za wiedzą powszechną, czy to nie czas jest na zmiany?
Pytam sam siebie, lecz nie puszczam pary, aż tak się jeszcze nie znamy
Nawet jak pali pode mną się, nie oddaję dowództwa
Podobno album jak dziecko jest, więc mi się nie pali do wózka
Widzą w tym tanią podwózkę, szykują karę i musztrę
Mój spacer poza ich pokładem znów na deski kładzie co słuszne
Ognie świętego Elma na krańcach masztów, presja na krańcach barków
Na płonących deskach teatru szaleństwa znów miga rezerwa i bankrut
W momentach zwątpienia, sam się upewniam, że strach mój próbuje mnie zaszczuć
I że ten ocean co wściekle uderza o kadłub też niesie mnie naprzód
[Refren: Justyna Kuśmierczyk]
Dla mnie norma wygląda jak śmierć
W czarnych wodach znów chowam się przed
Stałym lądem więc zostaw tę sieć
Nie wyciągaj mnie na brzeg
Dla mnie sztormy to powszedni chleb
Zaszczepiony mam w sobie ten grzech
Wbity w szpony kontroli jak cierń
Nie wyciągaj mnie

[Zwrotka 2: Zeus]
Tak wiele razy nie chciałem być sobą, chciałem być jak każdy
Stopić się z tym co gorące, nie gapić się na morze magmy
Lecz ciągnie mnie coś poza kadry, znowu zasady mi z głowy wypadły
Płaczu słuchaczy całe fontanny tylko unoszą mnie nad morzem martwym
Udostępnienia i łapki to akceptacji liczniki
W czasach gdy chce być kimś każdy, kto się odważy być nikim?
Gdy wszyscy stroją się w barwy, bliżsi mi szarzy kosmici
Liczę na zmiany, niewiele więcej potrafię dziś z matematyki
Ludzie chcą stałego gruntu, a dla mnie ustatkowanie
To stały pociąg do buntu, a nie zabetonowanie
Skaz pełno na wizerunku, prawie że szrama na szramie
Jednak nie dążę do kultu, tamtym zostawiam śniadania w Aśramie
Nie trawię złotych płyt i złotych klatek, żadna z nich mi nie zdobi chaty
Dziś, różne miał ziom etapy, twój świat jest gładki, mój porowaty
Lecz wiem, że stoją za tym moje własne koordynaty
Biedny Kamil jest czy bogaty? Świętym z was to dam do debaty
[Refren: Justyna Kuśmierczyk]
Dla mnie norma wygląda jak śmierć
W czarnych wodach znów chowam się przed
Stałym lądem więc zostaw tę sieć
Nie wyciągaj mnie na brzeg
Dla mnie sztormy to powszedni chleb
Zaszczepiony mam w sobie ten grzech
Wbity w szpony kontroli jak cierń
Nie wyciągaj mnie
Dla mnie norma wygląda jak śmierć
W czarnych wodach znów chowam się przed
Stałym lądem więc zostaw tę sieć
Nie wyciągaj mnie na brzeg
Dla mnie sztormy to powszedni chleb
Zaszczepiony mam w sobie ten grzech
Wbity w szpony kontroli jak cierń
Nie wyciągaj mnie