Łona
Ludzie odchodzą
[Zwrotka 1]
Niejeden dobry chłopak przekręcił się od dragów
Niejeden trafił na jakiś chujowy nałóg
Stoczył się pomału, Tylko na chuj?
Poszedł do piachu, ja się pytam na chuj
Ludzie odchodzą ja też odejdę
Zniknę tak nagle jak World Trade Center
A póki co to chcę skończyć happy endem
Realizować plany każdym następnym koncertem
Bo jestem tu i jakiś czas jeszcze będę
Wkurwiał sąsiadów swoim hi-fi sprzętem
Poczułeś puentę to się przekonasz
Projektanci, Łona usłyszysz jeszcze o nas
A kiedy skonam do myślenia da ci puenta
Nie zapominaj, o zmarłych pamiętaj

[Refren]
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens
[Zwrotka 2]
Kiedy patrzę w swoje oczy, to bardzo jest mi przykro
Perspektywy przyszłych dni nieodwracalnie znikną
Wokół nie ma nic, gaśnie zapalony znicz
Przetrwać to dawać radę by żyć
Chcę podporą być wesprzeć cię dobrym słowem
Gdy rodzinny horyzont skraca się o połowę
Chciałbym znać odpowiedź, móc wskazać wytyczne
Ból przytłacza logikę, po prostu milczę
Wers zagłusza ciszę, daję światło
Tym co na sercach noszą bliznę
Niesie nadzieje w chwilach
Gdy nic nie jest oczywiste
Zakres ludzkich istnień, zmówię cichą modlitwę
Żebyś wiedział, że tutaj jestem, byś wiedział, że o tym myślę
I podzielam twój ból, kończąc tym krótkim listem

[Zwrotka 3]
To boli, nie mówię, że nie
Ale ból można znieść, można przyzwyczaić się
Wiesz można tez rozdrapywać rany
Obijając się o cztery ściany
24 godziny na dobę być jak pijany
Ci których kochamy odeszli, ale nie zostaliśmy sami
Póki mamy tu kogoś dla kogo oddychamy
Dzisiaj nie załamany zapalam świece
Dla tych co odeszli, dla tych co są tu jeszcze
Wtedy kiedy przeklina się wszystko
Zapomina się szybko co jest ważne i co trzyma nas blisko siebie
Ten ból to zaskoczenie
Wyrywa serce z piersi gdy trafia prosto w ciebie
Tak jak ja wtedy ty teraz w to nie wierzysz
Że czas rany uleczy, bo twój ból jest świeży
Poczekaj, wytrzymaj, oddychaj głęboko
Ci którzy odchodzą w jakiś sposób wciąż są z tobą
[Refren]
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens

[Zwrotka 4: Łona]
Codziennie tracę jeden dzień bezpowrotnie
W starciu z tą, która w końcu mnie dotknie
I choć istotnie zapominam o niej
Ona nagle tuż obok przypomina mi o sobie dotykając kogoś
Towarzysząc mi z rosnącym uporem
Zastępując ciszą słowa niewypowiedziane w porę
Trudno o poręcz skoro tak ciężko o dowód
Że istnieje coś poza końcem na końcu tych schodów
Trzeba przyjąć to pamiętając o tych których serca już nie biją
Bo póki pamiętamy oni żyją
Wciąż dając nam obraz tego że ci, których kochamy
Odchodząc od nas zostają w nas samych
Będąc gdzieś tam i gdzieś tu równocześnie
Szkoda, że was nie ma, dobrze, że jesteście
[Refren]
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens