Łona
Łona i Webber - To nic nie znaczy
Mój ziom ma dziecko, dziecko ma zabawki, a wśród zabawek
jest gąsienica, która recytuje alfabet.
Autentyk! Jak ją wcisnąć w brzuch, to gra piosenki,
w których słowa mają poprzestawiane akcenty.
Co to za idiota, czy idioci tak tępi,
że sprzedają coś, co uczy dziecko, że niebo jest BŁĘkitne?
BłęKITne! Dobra, myślę, skończ ten teatrzyk,
to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z twórczością szczecińskiego rapera, mógł się spodziewać, że czwarta (i pół) solowa płyta Łony przyniesie sporą dawkę erudycyjnego rapu dla dorosłych, przynajmniej mentalnie, słuchaczy. Drugi z promujących ją singli „To nic nie znaczy” okazał się jednak wyjątkowy. Promujący go teledysk obejrzała rekordowa, bo ponad trzymilionowa grupa użytkowników YouTube, numer zrobił furorę także poza hiphopowym środowiskiem, a cały album „Cztery i pół” sprzedał się w nakładzie ponad 15 tysięcy egzemplarzy, co poskutkowało pierwszą w dorobku Łony i Webbera złotą płytą. W czym tkwi sekret? Podmiot liryczny zderza się nieustannie z bolesną rzeczywistością: kelnerem mylącym zamówienia, plotącą trzy po trzy celebrytką, chamskim motorniczym. Może też wydawać się zgorzkniały, szczery do bólu, rozczarowany życiem. Na szczęście całość jest przewrotną, opartą na licznych i celowo użytych błędach językowych, ironiczną przypowieścią o tym, że nie wszystko może w rzeczywistości wyglądać tak źle, jak to sami postrzegamy, a skutki często nie są tak straszne, jak zwiastują to przyczyny.