Zkibwoy
Chłopcy z Placu
[Zwrotka 1]
Mój najmniej produktywny miesiąc – przytulam sześćdziesiąt
Ludzie wciąż się gdzieś śpieszą, a w lodówce echo
Może skill, może fart, może impostor
Powiem to głośno: nie zaglądaj w portfel
Nigdy nie byłem bananowcem, z dzieciakami oglądamy kosmos
Odrobina szczęścia, nie zliczę książek
Wiele razy od farmaceutyków o włos
Oby Tobie też się dobrze wiodło, ziomboy

[Refren]
Jestem tam, gdzie chciałem być
Tam, skąd idę, hajs nie znaczył nigdy nic
Bidę klepał każdy, ale żył
Tam, dokąd idę, znaczy więcej niż to, co widzi mi się
I tylko chcę patrzeć w oczy Ci
I tylko chcę patrzeć w oczy, i...

[Zwrotka 2]
Codziennie, oh, stres narkotyki
Słaby sen, dużo ludzi coś tam chcę i na repeat
Z marzeń zostają małe pobić letarg
Inna planeta, chętnie nie jechać na lekach permanentnie
Drętwe dłonie, syndrom niespokojnych stóp
W głowie pół litra strachu, następny ruch
Giełda kangur, charty korelują nastrój
Może wciśnij stop, bo czy na pewno tak chcesz
Druga praca i trzecia nieruchomość
Podświadomość mówi: "Ty, lepiej stój nieruchomo"
A to tylko prolog, panie robot, props
Chłopcy z placu Bema są, wiadomo, sztos
Uwikłani w niebotyczną ilość posunięć
Decyzje i konsekwencje, Zkibwoy na loopie
To taka gra jak badminton na wietrze
Zrób milion w asetach albo będzie boleśnie
[Refren]
Jestem tam, gdzie chciałem być
Tam, skąd idę, hajs nie znaczył nigdy nic
Bidę klepał każdy, ale żył
Tam, dokąd idę, znaczy więcej niż to, co widzi mi się
I tylko chcę patrzeć w oczy Ci
I tylko chcę patrzeć w oczy, i...