Ten Typ Mes
Własny wstyd
[Refren]
Kiedy oni z góry patrzą na to, co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz, każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując, jaki świat jest niby zabawny
Kiedy oni z góry patrzą na to, co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz, każdy z nich nie wie, czym jest dziś
Nie wie, kim jest dziś, nie wie nic!

[Zwrotka 1: Ten Typ Mes]
(Wiesz, czasem zastanawiam się..)
Czy odnajdę się na etapie, na którym się znalazłem?
Ten paradoks jest toksyczny jak azbest
Widzisz, był czas kiedy tu miałem tego dość już
Zaniedbałem wiarę, zacząłem omijać kościół
Zacząłem popijać z tymi, co ciągle piją
Gdzie jest cud? Gdzie jest mój Ojciec Pio?
W ogóle to gdzie jest mój ojciec? To pytanie
Raz na jakiś czas zadawała mi któraś z panien
Samiec zawsze podobno wdaje się w ojca
Mówią; "On zostawił, to ty też będziesz odtrącać"
Autor? Dobra, idź z tym – ktoś powiedział
Ten numer będzie zbyt autobiograficzny
Jebać to, hip-hop jest jak lustro
Więc czy mam coś do ukrycia? Tak, mam mnóstwo!
Ale niektórzy z nich muszą w końcu załapać
Że nie zawsze jestem Ten Typ Roześmiana Japa
[Refren]
Kiedy oni z góry patrzą na to, co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz, każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując, jaki świat jest niby zabawny

[Zwrotka 2: Małolat]
Czasem czuję się jakbym siedział w oszustwie samego siebie
Myśli zatrute gniewem, po podstawówce w tym gównie siedzę
Kolejną sztukę mam, lecz rzucę ją lub ona mnie
Uczucie usnęło w szponach serc, jebać to!
Przecież jeszcze są ziomki, rap i niunie
A szkoła, książki...
Kosztem rap zapisuję, kosztem
Znów 48 jaźwa do kartotek
A potem kolejny deal pod blokiem
By wieczorem dziś być na topie
Wieczorem mieć hajs i laski
A rano znów bać się, że wydałem hajs pracodawcy (O kurwa!)
Wiesz, jednak nie mogę się z tego wyrwać
Nie mogę wytrzymać bez hajsu, ale potrafię to przyznać

[Scratche: DJ Panda]
Nie rozumiesz, co mówię (...)
Mówię prawdę!
Nie rozumiesz rzeczy, które mnie bolą
Nie jestem bez winy, więc rymami płaczę
Lecz czy płaczą inni (...)
[Zwrotka 3: Emil Blef]
Zwykle słyszysz: "Weź to wyduś
Przyznaj się do błędów, do własnego wstydu"
Z zeszytu spowiadany przez rap, przez ten tytuł
Z okresu, za który płacę teraz drogo
Rozliczając się z nim, chcę odebrać go blokom
Kokon zbudowany z cegły, któremu szczeniak
Uległ, by narzucić sobie styl myślenia
Wąskie horyzonty, zawsze skory na jointy
W takiej skali, że czasem zapominałem podpalić
Zwykle w klatki i przejścia jak wyklęty
W tym samym miejscu, kochany synek
Który kłamstwo wrzuca w rodzinę
To odcinek, kiedy to łatwo wpadałem w furię
Nazywając tego, co chciał zmian, durniem
Dziś już dawno po dwudziestce chłopak
Na szesnaście wygląda moja garderoba
A mentalnie podbicie do trzydziestki, zobacz!

[Refren]
Kiedy oni z góry patrzą na to, co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz, każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując, jaki świat jest niby zabawny
Kiedy oni z góry patrzą na to, co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz, każdy z nich nie wie, czym jest dziś
Nie wie, kim jest dziś, nie wie nic!