Louis Villain (POL)
Testament
[Zwrotka 1]
Jak idziesz na szczyt to się nie dziw, że jest stromo
Dałem radę bez wytwórni i pierdolonego promo
Widziałem innych artystów na bilbordach
Zamykałem oczy śniąc, że tam wisi moja morda
Przeszłości się nie wyprę jak Wałęsa
Gdy podcinali mi nogi to ja stawałem na rzęsach
Cytaty, które zdobią twoją skórę
I tak już na zawsze, jakbym pisał je wiecznym piórem
Dziewczyny rozpinające przede mną staniki
Te co wcześniej patrzyły na mnie jakbym był nikim
Dziękuję ludziom no, bo dali mi tu skrzydła
Teraz mogę ich chronić, kiedy dzieje im się krzywda
Zaczepiają mnie o foto jak idę
A ich uśmiech jest szczerszy niż to złoto za płytę
Dla mnie to wciąż abstrakcja jak Joan Miró
Rób to co kochasz i pozwól żeby cię zabiło

[Zwrotka 2]
Na początku musiałem być cierpliwy
Marzyłem o perfеkcji stawiając hieroglify
Słowa powstały żebym bawił się tu nimi
I czułem tylko wiеczny głód tak jak bulimik
Nie wysyłałem im demo ani razu
Bo Picasso też by nie wysłał obrazów
Całkiem śmiały jak na gościa z nerwicą
Uśmiechem maskuję smutek także chyba go nie widzą
Czasem myślałem, że to wszystko na nic
Bo otwieram się przed ludźmi, którzy chcieliby mnie zranić (mocno)
Znałem rzeczy cenniejsze niż forsa
Nic ci po niej, gdy leci anielski orszak
Czas kiedyś cierpliwy, a teraz mnie nagli
Panta rhei jak to stwierdził Heraklit
Piszę to sam nie wiem po co
Skoro wszyscy, których kocham i tak w końcu odchodzą