Meeting By Chance
Musisz przetrwać
[Zwrotka 1]
Powiew luksusu i luzu, poczuj moc plusów
W tym miejskim buszu znajduje miejsce dla uczuć
Choć mogę ukłuć przez zawistnych wisusów
Tylko dlatego, że spełniam marzenia mogę im współczuć
Ile minusów nazbierasz nie mi oceniać jestem winny
Bo zmieniam swe życie na lepsze, siemasz
I Ty się zmieniasz z dnia na dzień wczoraj to jeszcze ziomek
A dziś zawistnym kondonem, to jego nick name, przydomek
Zakompleksiony matole, pierdole Twe paranoje
Wiarygodny na streecie, w showbizie zrobiłem swoje
Studyjny wyciek na płycie, zaznaczę żyjemy godnie
Pierdolę podłe żywoty, tych co na dnie ponownie
Na swoją modłę układam plan na promocję
Znaczy żyć dobrze, eliminować problem
Niewiarygodne, że dopiął swego, dlaczego udało się
Właśnie jemu, czemu my we wkurwieniu?
Przyglądam się rozwarstwieniu, awansowałem społecznie
Od zawsze chciałem bezpiecznie egzystować w tym mieście
Mieć własny metraż i częściej korzystać z życia i swobód
Być wolnym obyczajowo na to masz właśnie dowód
Bo jestem żywym dowodem mam niezależną swobodę
Swego zdania nie zmieniam, nadal pierdolę modę
Życia szkołę przyjąłem, chcesz to nazywaj matołem
Jeśli jesteś mądrzejszy to gdzie Twój sukces po szkole
Ja nie z pardonem, patronem biedaków, z nadziei znany
Twardy, zdecydowany, bo asertywni kochani
Od Poznania przez Stany tak kroczę, zostawiam ślady
Wyjebany w salony, pseudo branżowe układy
Bałagan za kulisami z króliczkami playboy'a
Raczej Styl życia G'N.O.J.A., Na serio, to moja zbroja
[Refren x2]
Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać
Jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz
Nie masz wyboru musisz przeżyć z nadzieją
Na poprawę swego losu to Twoje życiowe dzieło

[Zwrotka 2]
Na mnie klątwa nie ciąży, tak jak na klanie Kennedych
Cieszę się tą złą sławą, choć żyje dobrze, niestety
Zadym nie wszczynam i trzymam się jednej kobiety, mówię
Nie ćpam, nie piję, nie bije, tak żyję, skurwielu, uwierz
Gnojów nie lubię, frajerstwa kręcili krzywe afery
Fałszywi kumple odbili pozostał ten człowiek szczery
Choć sprawiałem kłopoty to raczej nadal lubiany
Odmienne zdanie ma kolo co źle mi życzył, skumałem
Przenigdy nie idź w me ślady w tej branży, poryty dekiel
Chociaż szalonym człowiekiem, to sobie radzę, mam fekiel
Nie zaniknie to z wiekiem, szaleństwo z domu wyniosłem
Robiłem za tarczę matce, gdy ojciec puszczał jej chłostę
I się podniosłem, jest postęp, ciekawe co Ty byś zrobił
Gdybyś po ryju zarobił za chęć do życia, bił rodzic
Zamierzam też być rodzicem, nie chcę tyranizować
Znam dyktaturę tyranów - terror, dom, praca, szkoła
Czas wyprostować te traumy rozliczyć złą przeszłość, poszło
Zamykam rozdział dzieciństwa, wspomnienia wyparłem mocno
Nagrywam hardcory non stop, nadal pamiętam, choć nie chcę
Rapoterapia na serce, przestałem krwawić, co więcej dziś
Dam Ci lekcję jak zdobyć wszystko co niemożliwe
Jeśli nie masz wyboru to musisz przetrwać, nie zginiesz
[Refren x2]
Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać
Jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz
Nie masz wyboru musisz przeżyć z nadzieją
Na poprawę swego losu to Twoje życiowe dzieło

[DJ Decks][Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]